środa, 8 lipca 2015

Z ogródka za domem

Ogródek nasz miał być w 100% dla dzieci, dlatego poza bazą do zabawy mamy również wydzielony malutki kilkumetrowy warzywniak. Zdecydowanym hitem są poziomki i porzeczki, które każdego dnia dzieciaki wyjadają często prosto z krzaczka. Lubię patrzeć na ich radosne miny jak szukają czerwonych skarbów. Dla poznawania smaków posadziliśmy też wiele innych roślin np.

- zjedzone już rzodkiewki
- sałatę (z rozsady od sąsiadki)
- pomidorki (hodowane od marca na oknach)
- patisony (bardzo wdzięczne w hodowli z ziarna)
- papryki (chyba nic z nich nie będzie)
- cukinię (dostałam 1 sadzonkę a rodzi jak oszalała) 
- groszek cukrowy
- fasolkę żółtą (zatrzymała się w rozwoju na etapie 2 liści)
- patisony
-ponadto mięta, pietruszka, bazylia, seler, marchewka, maliny, jeżyny, borówki, winogorono 

Całkiem sporo tego a mówiłam,że przestrzeń jest mała, jednak zawsze znajdzie się jeszcze miejsce na chwasty, ale to inna historia...
Wczoraj z koszykiem w ręku wybrałam się na zbiory. Dzieciaki miały na obiad spagetti z typowym mięsno-pomidorowym sosem i na moje pyszności nawet nie chciały spojrzeć. No cóż, ważne że choć spróbowały warzyw. Mam jeszcze 2 miesiące by przekonać ich do jedzenia tych nowości. 






Mój ekspresowy makaron z warzywami

Składniki na 2 porcje:
- 2 młode patisony ok. 10 cm średnicy
- 1 młoda cukinia
- pęczek pietruszki
- kilka strączków groszku
- listki bazylii
- makaron
- 2 jajka w koszulce
- parmezan

Cukienię i patisony kroję w dowolne kawałki, ze strąków wysypuję ziarna groszku, układam w naczyniu żaroodpornym i przyprawiam solą, pieprzem i czarnuszką, skrapiam olejem rzepakowym. Wstawiam do piekarnika na kilka minut. W tym czasie gotuję makaron, siekam zioła i walczę z jajkiem w koszulce. To była moja druga próba, pierwsze jajko zamieniło się w bezkształtną pianę. Wszystko gotowe i pachnące wykładam na talerz. Można dodać dowolne świeże warzywa, eksperymentujcie! Polecam!










piątek, 26 czerwca 2015

Domowe wakacje 2015 czas zacząć!

Te wakacje będą znów inne niż wszystkie. W ubiegłym roku z powodu mojej ponadetatowej pracy dzieci większość wolnego czasu spędziły z moją kuzynką, często też z jej chłopakiem i moją nastoletnią chrześniaczką. Mam szczęście mieć wspaniałą rodzinę i było mi niezmiernie miło dać pracę rozsądnej maturzystce, którą kochają moje dzieci. I dała radę ogarnąć moją ekipę, dzieciaki miały wiele frajdy. W tym roku nadzór pełnię ja ;-) Ponieważ oczekujemy narodzin Antka muszę sprawić by mimo mojego zmęczenia dzieciaki spędziły beztroski, radosny czas i nabrały sił przed nowym rokiem szkolnym. Już myślami z Antkiem w chuście odbieram Szymka i Bartka ze szkoły a Emilkę z przedszkola. Ale póki co proszę o piękną pogodę bo ogródek, tak jak dziś ułatwi mi organizację wakacyjnych dni. Mamy plan. Zrobimy listę najważniejszych spraw, które odbywają się każdego dnia. Chcę, żeby chłopcy utrwalili sobie konieczność domowych obowiązków typu ścielenie łóżka, odkładanie ciuchów na miejsce itp. Walczymy z tym cały rok, jednak pozostanie w domu ułatwi mi uporządkowanie wszystkiego w system. Z powodu najbardziej nieoczekiwanego momentu wakacji jakim będą narodziny Antka chcę by każdy dzień wakacji miał swój harmonogram. Wiem, że wtedy moje dzieci funkcjonują najlepiej. Mam kilka najważniejszych założeń.

Jak zamierzam przetrwać wakacje:

1. Harmonogram dnia, o którym pisałam wyżej, w którym jednym z ważniejszych punktów będzie drzemka Emilii.

2. Posiłki: Jest lato i to jest czas zbierania odporności na sezon jesienno-zimowy. Dlatego należy teraz dzieciom dostarczyć możliwie duże porcje warzyw i owoców oraz witaminy D (skóra teraz działa). Do tego będę tworzyć pewnie tylko podstawowe dania, proste obiady a nie upiekę jak zwykle tony bułeczek, rogalików i innych pysznych ciast, ale może mi wybaczą...




Chłopcy już pytają kiedy będą mogli w piżamach, jak w roku ubiegłym, wyjadać porzeczki. Na szczęście już się czerwienią!



3. Prace plastyczne: Dzieciom czasem wystarczy tylko dać materiały a wiele minut będą tworzyć coś ciekawego. 


4. Książki: uwielbiam czytać dzieciakom i one też to uwielbiają, na szczęście teraz chłopcy chęnie czytają też sami. Przerabiamy miesięcznie kilkanaście książek, które w większości wypożyczamy z biblioteki, ale to temat na inny post.

5. Pisanie: Szymek nadal ma trudności ze starannym pisaniem, dlatego będziemy codziennie trenować pisanie np. opisywanie mapy skarbów, lista zakupów, lista marzeń by zachęcić go do tworzenia czytelnego dla wszystkich pisma.

6. Ruch na świeżym powietrzu! Jako jeden z ważniejszych elementów kształtowania odporności i wydolności fizycznej dzieci. Mamy mały ogródek ale jego istotną część stanowi plac zabaw czyli domek ze zjeżdzalnią, trampolina (tak wiem, co można sobie na niej zrobić), huśtawki i basen. O ile pogoda dopisze myślę, że właśnie tam dzieci będą spędzać najwięcej czasu. Jeśli nie macie tej możliwości przy domu koniecznie odwiedzajcie place zabaw, nic tak dobrze nie kształtuje równowagi malucha i starszaka. Ważne są również spacery w poszukiwaniu nowych przygód.


A gdy tata wróci z pracy na pewno zabierze chłoców nie raz na wycieczkę rowerową. Ja w tym roku latem nie jeźdżę ale może jesienią znów się uda.



7. Wycieczki jako najciekawszy element edukacji letniej. W tym roku nie będzie spacerów po górskich szlakach, ale za to w najbliższej okolicy też można znaleźć ciekawe miejsca.  Warto czasem spojrzeć na tradycyjną mapę i otworzyć szerzej oczy.



8. Nuda. To konieczne pozwolić dzieciom się ponudzić po to by, same zorganizowały sobie najciekawszą zabawę!

Życzę wszystkim dzieciakom udanych i pełnych uśmiechu wakacji a rodzicom by udało im się przypomnieć za co kochali tak bardzo ten wolny letni czas. A ten wspólny czas to najlepsze co teraz my możemy podarować naszym dzieciom, mimo że praca pochłania nas niemal w całości. 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Moja wersja chłodnika

Wersji popularnego chłodnika znamy również kilka. W zależności od nastroju można wrzucać do garnka różne dodatki uzyskując nieco inny, ale nadal zniewalająco pyszny i rozkosznie chłodzący efekt. A to wszystko przy małym nakładzie energii i uspokajającemu krojeniu warzyw. Uda się szczególnie teraz, kiedy w pęczkach kupujemy naprawdę spore młode buraczki. Zawsze kupując je mam dylemat-chłodnik czy tarta i niestety zanim wybiorę liście tracą już lekko swoje napięcie, więc nie traćmy dziś czasu, zaczynamy od chłodnika :-)




Składniki:
-pęczek botwinki
-pęczek rzodkiewki (u nas na dziś z własnego ogródka)
-kilka ogórków gruntowych
-pęczek koperku
-pęczek pietruszki
-100-200ml wody
-duży kubek kefiru/jogurtu naturalnego/ maślanki



Na początek myję warzywa oczywiście, szczególnie dokładnie listki. Buraczki obieram i siekam częsiowo drobno, częsciowo grubiej- w chłodniu lubię te różńe faktury i wielkości chrupiących kawałków. W niedużej ilości wody gotuję buraczki ok. 2 minuty aż woda stanie się przyjemnie fioletowa a w tym czasie siekam część łodyżek botwinki, wrzucam do wody i już zmniejszam płomień (choć dokładniej w moim przypadku z powodu posiadania płyty z cyfry 7 spadam na 4-5). W zależności od nastroju siekam różną część liści botwinki i po kilku sekundach od wrzucenia ich do wody zestawiam garnek z płyty do ostygnięcia. Ekspresowo siekam pozostałe warzywka, wrzucam do gara i zalewam częścią mleczną :-) Smacznego!










Właśnie dojrzałąm, że chłodnik na zdjęciach jest w wersji bez pietruszki, widać zdążyliśmy zjeść ją zanim ten chłodnik powstał.

czwartek, 28 maja 2015

Zapraszam do naszego Domu

Zapraszam na zwiedzanie cząstki naszego salonu. Jak nietrydno się domyślić duży pokój trwa w takim porządku zazwyczaj kilkanaście minut, tym razem posprzątałam, następnie położyłam Emilcie na drzemkę południową i mogłam cieszyć się tym stanem dłużej... Mieszkamy tutaj od grudnia 2013r, ale salon mocno ewoluował jak to zywkle bywa. Powolutku staje się tym naszym wymarzonym miejscem, bardzo powoli go urządzamy i jeszcze wiele chcielibyśmy dodać, ale i tak już go uwielbiamy. To tu spędzamy najwięcej czasu wspólnie, jemy, gramy, bawimy się, robimy wieczory filmowe. Ale też tu chodzimy z mężem na randki :-) Zapraszam...
 
Na początek zdjęcia z telefonu przed wiosennym malowaniem i wymianą stołu. Te okrągły rozkładający się do owalnego był spełnieniem moich marzeń aż do teraz, gdy wreszcie mamy więcej miejsca i możemy mieć stół, który po rozłożeniu ma aż 3 metry.
 

Widoczna poniżej witryna to piękny mebel po mojej babci, który znalazł u nas swoje miejsce po przeprowadzce moich rodziców (mieszkają za moim płotem) ale dopiero teraz odkryłam, że mama malując go ominęła "daszek", bo i tak nikt tam nie zaglądał a teraz widoczny jest dla schodzących ze schodów. Choć i tak nikt tego nie zauważa, bo trzeba się skupić na schodzeniu :-)


Czas na bardziej aktualne zdjęcia choć nie najbardziej, bo na "pasach" wiszą teraz piękne ramki, które postaram się niedługo sfotografować.


Ponieważ poprzedni stół zmieniał swoje położenie kilka razy nie tylko w zależności od ilości gości ale również miałam wrażenie, że codziennie "dostaje nóg" mimo swoich 60 kg wagi to nie zdecydowaliśmy się jeszcze na kucie w suficie pod kable i na razie mamy urocze zwisy i oceniamy czy to już miejsce ostateczne stołu.



Nasza galeria jest chyba poza wszelkimi normami dotyczącymi prawidłowego umieszczenia zdjęć na ścianie ale mało mnie to przejmuje. Dolny rząd ramek wisi dość wysoko a i tak kot omiata go codziennie ogonem przez co rzadko kiedy zachowuje odpowiedni kąt :-)




A tu dowód, że zdjęcia przeleżały trochę na dysku bowiem rzepak na polach już zgubił pięne kwiaty i nabiera mocy olejodajnej.



 I dopiero teraz ujrzałam tego wściekłego ptaka pod krzesłem :-)
 

piątek, 15 maja 2015

Bananowy hit

Jest wiele wersji tego popularnego wypieku. Ja utknęłam w tej najprostszej, bo jeszcze jakiś czas temu chłopcy nie tknęliby babeczki z orzechami i innymi "robakami". Babeczka jest wilgotna i kusi chrupiącą skórka również dzień po upieczeniu, ale u nas nigdy tak długo nie leży. Już postanowiłam, że następnym razem piekę z podwójnej porcji. I jeszcze jedno- przepis z cyklu samo zło- z cukrem i mąką ale o ile alergia nie broni, można tak zgrzeszyć :-)

Skłądniki:
-3-4 dojrzałe banany
-1/3 szklanki oleju rzepakowego
-1 jajko
-1 i 1/2 szklanki mąki
-3/4 szklanki cukru
- szczypta soli
-1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
-cynamon do smaku

W malakserze miksuję banany dodając stopniowo olej, a nastęnie pozostałe składniki. Po dodaniu mąki mieszam już krótko, masa nie musi być idealnie gładka. Przelewam do mełej keksówki. Piekę w 160st.C z termoobiegiem, ok 25-35 minut do suchego patyczka.
Smacznego!






Gdy ilość czyni jakość

Wiele razy, będąc jeszcze tylko rodzicami Szymka, zastanawialiśmy się z Piotrem czy jest różnica pomiędzy byciem rodzicem dla 1 lub 2 dzieci. Jest ogromna. Miłości nie trzeba dzielić, bo ona się mnoży, rośnie góra obowiązków a poziom cierpliwości niesamowicie szybko maleje. Ale po pewnym czasie sytuacja się stabilizuje i nie wyobrażasz sobie jak można mieć jedno dziecko. Kiedy zostawaliśmy na placu boju z jednym chłopców nie mogliśmy się nadziwić jak rośnie ilość czasu :-) A potem pojawiła się myśl o trzecim i czwartym dzieciątku... Różnica jest ogromna, ale większa ilość dzieci w rodzinie sprawia, ze zmienia się podejście do wychowania, zabaw. Każde dziecko wnosi wiele nowych emocji, niesamowite są w obserwacji te relacje między dziećmi. Mimo, że nieraz trzeba rozdzielać chłopców w kłótni siłą to później słysząc chichot w czasie zabawy upewniam się, że każdy ma swoje ważne miejsce w rodzinie.  Chcemy być aktywni, ale sił jest trochę mniej, rośnie góra prania (niech żyje automatyczna suszarka!), ilość jedzenia w lodówce wykładniczo spada każdego dnia, za to rośnie ilość okruchów pod stołem (może kupić psa?kot nie rusza...), ale rosną też rączki chętne do pomocy. Najważniejsze żyć razem, celebrować ulotne chwile, wspólne posiłki ale też włączyć dzieci w domowe obowiązki, w które angażujemy się początkowo z nimi by po czasie dać im więcej samodzielności. Dzieci nie lubią oszustwa. Jeśli mówimy o sporcie-jedę też na rowerze (to chwilowo kuleje, bo Antek w brzuchu rośnie), sprzątanie-ja pomagam włożyć synkom naczynia do zmywarki, gdy już ledwie się mieszczą, czytanie-chłopcy podpytują o czym jest książka, którą czytam gdy oni skaczą na trampolinie. I doceniamy każdy ich dziecięcy wysiłek bez słowa "ale". I jakoś wszystko zaczyna się kręcić do przodu.
Tydzień temu nasz niemal ośmiolatek spędził dwa dni na wycieczce z klasą. Mam wrażenie, że doba wydłużyła się o kilka godzin, gdy miałam zająć się "tylko" Bartkiem i Emilką, ale z utęsknieniem czekałam też na godzinę powrotu Szymka. I rzeczywiście ilość dzieci stanowi o jakości naszej rodziny, tak samo jak 1 dziecko stanowi o wielkiej sile innej rodziny. Każdy ma swój wybór i nie namawiam nikogo do wielodzietności, to przychodzi samo. A my cieszymy się sobą, czasem walczymy a wieczorem padamy ze zmęczenia :-)









 

 
 
 Zdjęcia pstryknęliśmy z Emilką i Bartkeim w kwitnącym za naszym płotem rzepaku. I uprzedzam pytania- tak, Emi chodzi na pole i ogród w sukienkach bo jest ich bezgraniczną fanka :-)